|
Parę lat temu mój starszy syn marzył o "jakimś" zwierzaczku - w domyśle pies. Nie jestem osobą, która zwierząt nie kocha ale "przerabiałam" już z moim dzieckiem świnki morskie, królika, papużkę, rybki. Jedzenie, czyszczenie klatek, itp to był obowiązek przede wszystkim dla mnie. Teraz szykowaly mi się jeszcze codzienne spacery ..... w deszczu, na mrozie i wietrze i w pogodne dni. Kiedy się chce i nie chce .....Podejrzewałam, iż będzie to żródło problemów i nieporozumień. Chcialam za wszelką cenę tego uniknąć jednocześnie dając mojemu dziecku możliwość dbania o kogoś z "braci mniejszych" i ponoszenia za niego dpowiedzialności . Zaczęliśmy się ,więc zastanawiać nad wężem. (Wcale nie jest śliski a mechaty i bardzo , bardzo przyjemny w dotyku! )Okazało się jednak, że wymaga on uwagi i dbałośći chyba jeszcze większej niż pies. Odpowiednia wilgotność i ciepłota w terarium a do tego czyszczenie podloża . W przypadku mojej pociechy rzecz by się nie udala! No ,i ten ż"ywy" pokarm! Poza tym , nie bez znaczenia była trudność w codziennym "przytulaniu się'"do takiego zwierzaczka...... Nagle mój syn, buszując po internecie, wypatrzył "dziwnego" kota z wielkimi uszami. Widok niesamowity! Coś z pogranicza brzydoty i piękna. O jego charakterze nie wiedzialam wiedzialam prawie nic ale dałam się synowi przekonać i tak trafił do nas Bunefer z hodowli Unire* z Wroclawia. Zauroczyl wszystkich, nawet mojego szwagra, który , mówiąc oględnie, za kotami nie przepada. Ten kocurek był wyjątkowy (teraz wiem, że jak każdy Devon). Siadal blisko człowieka i podwijał łapki. Jego biel i pofałdowane futro sprawiałay i sprawiają, że wygląda jak wielkanocny baranek. Gdy tak siądzie bez ruchu i przymknie oczy przywodzi też na myśl n dostojnego Sfinksa tyle, że lapki ma podwinięte.... Buni należal do mojego starszego syna a jeszcze "bez kota" byłam ja i syn młodzy. Bunefer też nie mial się z kim bawić i tym posobem trafila do naszego domu niebieska, szylkretowa kotka cętkowana Haiti hodowli Demonic* Pl również z Wroclawia a ja "połknęłam" hodowlanego bakcyla 9o czym później). Dziś p.Paweł i p.Bartek (od Bunefera) zajmują się hodowaniem Sphynxów (hodowla Amenemes) a p. Anita swoje zainteresowania poszerzyłą o psy. Bardzo im dziękuję za "nasze" koty!
Od tamtego momentu, tj. od podjecia decyzji, że to kot będzie tym 'wymarzonym" zwierzakiem i kolejnym domownikiem ani przez moment tego nie pożalowalam . Moi synowie i ja kochamy je nad życie a one towarzyszą nam w każdym momencie, przy każdej domowej czynności. Siedzą w nas watrzone, głośno mruczą przy glaskaniu i na sam nasz widok. Merdają ogonkiem na przywitanie - coś niebywałego! Pozwalają się kochać i rozpieszczać dając w zamian to smo uczucie jednocześnie uświadamiają nam jak bardzo jesteśmy dla nich ważni To na nas - ludziach - spoczywa obowiązek dostarcznia im jedzenia (raz lub dwa razy dziennie)z i picia (stale świeża woda w misce) oraz cyszczenia kuwety - i to wszystko!! One zaś oddane nam są bezgraniceznie. Niektórzy mowia o devonach, iż to koto-psy , z tą różnicą, że nie szczekają.....
Dziękuję im za to, że są ! Także za to, że tak wspaniale wplyneły na moje dzieci, na ich poczucie obowiązkui i odpowiedzialności! |